Różnice między rysunkiem wzorniczym a ilustracją wg. Scotta Robertsona

Jeśli śledzicie cykl Prawdziwi Mistrzowie to poznaliście już osobę Scotta Robertsona - designera, speca od projektów mechanicznych, motoryzacyjnych, lotniczych, si-fi i doskonałego nauczyciela.

Ostatnio mniej publikował z uwagi na liczne rozjazdy w tym podróż do Azji na doskonałe sympozjum z udziałem KJG , zdjęcia z niego znajdziecie tutaj.

W każdym razie ostatnio opublikował doskonały (jak zawsze) film który załączam z subiektywnym podsumowaniem, zapraszam na video i do poczytania:





Zazwyczaj nie komentuję filmów, zwłaszcza niekwestionowanych mistrzów, ale tu nie mogę się oprzeć kilku uwagom. Po pierwsze - zapiszcie sobie ten film w zakaładkach, lub dodajcie do playlisty na YT. Czemu? Otóż w sieci jest bardzo bardzo mało tak wartościowych i doskonale zilustrowanych materiałów na temat różnic pomiędzy rysunkiem, rysunkiem o walorach ilustracji a szkicami stricte konstrukcyjnymi naprawdę oddającymi naturę projektowania wzorniczego.

Scott doskonale opisuje różnice, pomiędzy rysunkiem który tworzymy dla wizualnej jakości, nie zawsze poprawnej konstrukcyjnie czy perspektywicznie ale za to bogatej w walor czy elementy uzyskane dzięki narzędziu którym pracujemy (długopis, cienkopis, brushpen itp.) a rysunkiem w którym poszukujemy konstrukcji. To co mnie najmocniej uderzyło w tym filmie to jeden konkretny termin, dużo lepiej brzmiący w języku angielskim, niźli polskim czyli - "exploration". Exploration - badanie, poszukiwanie, zgłębianie i docieranie  do sedna za pomocą cienkich, jeszcze niedookreślonych linii, punktów pomocniczych. Oczywiście warto tu zwrócić uwagę na coś co jest powszechne na zachodzie a u nas dużo rzadziej spotykane - czyli pracą, w sensie dosłownym, na warstwach - zobaczcie na jak cienkich papierach (a mimo to nie kalkach) pracuje Robertson.

Film w mojej ocenie bardzo inspirujący, sam podświadomie takie "pre-szkicowanie" robię, ale z racji o wiele uboższego, tańszego i prostszego warsztatu, staram się to robić po prostu bladym ołówkiem. Osobiście pracuję przeważnie w zakresie 3, 4 i 6H czyli ołówków b. twardych ale właśnie minimalnie odznaczających się na papierze. Czasem są na krawędzi widzialności. To co ważne - praktycznie nie uzyskacie nimi waloru, nawet mocno przyciskając nadal nie będzie to ślad jak po zwykłym HB. Po drugie możecie od razu wyszukać z rysunku właściwe linie konstrukcyjne cienkopisem, i wreszcie doskonale się nimi pracuje na najzwyklejszym papierze biurowym.

Na koniec - zachęcam do konstruowania w oparciu o perspektywę i wiedzę techniczną - jak widzicie rysunki Scotta takie właśnie są - widać, że perfekcyjnie wie jak wyglądają łopaty śmigieł, detale zawieszeń, kół i ogromnej liczby innych elementów mechanicznych. Zestawiając to z popularnymi szkicami samochodowymi pełnymi nakładających się na siebie (overlapping) linii, mam wrażenie, że ich autorzy mniej jednak konstruują a bardziej rysują. Pytanie brzmi jak do rysunku wzorniczego powinno się podchodzić - czy jak do ilustracji, czy może jednak bardziej jak do konstrukcji?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Facebook

About Us

Slider

About Me!

Popular Posts