Brush Pen - subiektywnie o sprzęcie

Warto coś napisac o coraz popularniejszych BrushPena'ch. Jak już wspominałem w tym wpisie to w zasadzie rodzaj "pisaka" o końcówce typowo pędzlowej. Nie dajcie się zwieść kiedy sprzedawca mówi Wam, że coś jest "pisakiem pędzelkowym". Te z reguły mają sztywną, mało podatną fibrową końcówkę łatwą do rozwarstwienia. Brush to pędzel - zatem końcówka to precyzyjny stożek uformowany z super miekkich syntetycznych włókien. Do czego może się nam przydać i czy warto w takie rozwiązanie zainwestować? Oceńcie sami, ja dorzucam kilka słów od siebie:

Pierwszy szkic, tuż po rozpakowaniu.
Niekwestionowanym liderem jest Pentel z flagowm modelem Pentel Pocket Brush Pen GFKP, na wkłady FP10. Nie jest tani, cena to ok 40-50zł, ale w pakiecie otrzymujecie aż 4 wkłady więc zdecydowanie warto. Opakowanie wygląda tak:


Całość jest lekka, krótka i poręczna

W części srebrnej kryją się wkłady

Dołączona jest też instrukcja

Konstrukcja jak w zwykłym piórze na naboje

Wykonanie jak to u Japończyków - najwyższy poziom

Typowy detal to "kropla" na metalowej wsuwce skuwki

Ostatnie chwile kiedy końcówka jest jeszcze biała i dziewicza

Nabój zakłada się dosyć ciężko na początku

Ciekawa jest sama dwu komorowa konstrukcja - do prześledzenia po opróżnieniu. Są filmy i metody aby umyte i osuszone naboje napełnić, ale jeszcze nie ryzykowałem. Rzecz w tym iż taki "mokry" pędzel może pzoostawać nie zasychając w takim stanie przez wiele tygodni, nie mam gwarancji że pierwszy lepszy tusz też się tak zachowa.


I końcówka - nasączanie (ok 10-20min.)


No dobra mamy śniadanie, moim zwyczajem pióro na chama zakleiłem taśmą w miejscu skęcenia (kiedyś opiszę po co tak), zatem możńa coś wicej napisać.
Pierwsze wrażenia? Genialne - końcówka jest na tyle sztywna, że delikatnie prowadząc brush praktycznie nim rysujemy, jednak jedno mocniejsze dołożenie, nacisk czy ruch i zamiast linii, kreski, mamy walor - plamę. Zatem można błyskawicznie prowadzić bardzo złożone prace o szerokiej gamie efektów warsztatowych. Do niekwestionowanych mistrzów tego narzędzia należy Kim Jung Gi.

Sądzę po roku używania, iż był to bardzo dobry zakup, nic się nie rozlewa, pracuje pewnie i idealnie jak pierwszego dnia, i tusze są ekonomiczne.

Inne brushpen'y? Achh - jest ich masa, o chińskich no name'ch napiszę osobno. Dziś dla dobrego smaku - film z Kim Jung Gi, i link do strony poświęconej brush penom - czyż nie żyjemy na jakimś marginesie świata, z dala od takich cudów?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Facebook

About Us

Slider

About Me!

Popular Posts